Kliknij tutaj --> 🦍 wątroba nie mięso szwagier nie rodzina
Polskie Towarzystwo Genealogiczne. Serwis Polskiego Towarzystwa Genealogicznego : środa, 30 sierpnia 2023
Kwestia białka jest w przypadku diety wątrobowej złożona. Nie należy zaniedbywać jego podaży, ponieważ jest ważne dla procesów regeneracji wątroby, ale należy czerpać je z produktów zwierzęcych o mniejszej zawartości tłuszczu, takich jak ryby, białe, chude mięso i odtłuszczony nabiał (np. mleko, jogurty, kefiry i twaróg, o
Wątroba nie mięso, szwagier nie rodzina. Więzy krwi nie gwarantują miłości bliźniego. Wojnę między teściową i synową może zakończyć zwycięstwo kochanki.
Grupa filmowców przedstawia historię młodego Ukraińca, który mógł być podróżnikiem w czasie. Ponomarienko, wyposażony w nową i wolną od zniszczeń legitymację z lat 50 oraz aparat fotograficzny z tamtej epoki, pojawił się w 2006 roku w Kijowie. Jego podróż została uwieczniona na kamerze psychiatry, do którego skierowano
Zapalenie wątroby o podłożu wirusowym. 2. Marskość wątroby. 3. Stłuszczenie wątroby. 4. Nowotwory wątroby. Każde schorzenie wątroby jest poważnym zagrożeniem dla ogólnego zdrowia oraz życia. Niewydolność tego narządu jest szczególnie niebezpieczna w przypadku osób, których organizm obciążony jest już innymi chorobami.
Le Site De Rencontre Extra Conjugale. WROCŁAW/WOŁÓW "Stylowa willa z 1901 roku w Wołowie" - zachęca w ostatnich dniach biuro nieruchomości - cena 450 tys. zł. W 1998 roku ten budynek został sprzedany za cenę wielokrotnie willa z 1901 roku w Wołowie" - zachęca w ostatnich dniach biuro nieruchomości - cena 450 tys. zł. W 1998 roku ten budynek został sprzedany za cenę wielokrotnie niższą. Sprzedawała agencja rządowa, kupowała rodzina ówczesnego wojewody, Witolda Krochmala - pełnomocnika rządu, dziś burmistrza centrum Wołowa, przy ul. Ludowej, na zadrzewionej działce stoi okazały dworek. Niegdyś w części owego budynku była siedziba PGR-u. Dokładnie na parterze i w suterenie. Piętro było zamieszkałe. Przez nieżyjącą już teściową Krochmala. Komunizm upadł, PGR się rozpadł, dół willi od 1993 roku świecił pustkami. Górę wykupiła na własność teściowa późniejszego wojewody. Za cenę preferencyjną, liczono lata pracy w firmach państwowych, więc takie mieszkanie można było nabyć za 10 proc. wartości. Aby nie marnowały się i dolne pomieszczenia, w 1998 roku ogłoszono na nie przetarg. 101,3 m parteru i 67,2 m sutereny razem z 58 proc. 1336 metrowej działki wyceniono wówczas na - uwaga - 30 745 złotych! I suma ta wywołała później wiele kontrowersji. Do przetargu zgłosiły się dwie osoby, a wygrała wspomniana teściowa - wówczas już wojewody - Witolda Krochmala. Przetarg organizowała Agencja Własności Rolnej Skarbu Państwa (AWRSP). Teraz, po pięciu latach, nieruchomość już w całości (górę i dół) wyceniono na... 450 tys. burmistrz sprzedajeWołów, czwartek, 24 lipca. Żar z nieba, ul. Ludowa prawie pusta. - Ten dom to na sprzedaż? Pytamy przechodzącą starszą Burmistrz sprzedaje, sprzedaje i sprzedać nie może - mówi A mógłby, to ktoś by tu w końcu posprzątał - dodaje że domem już dawno nikt się nie zajmował. Kilka okien otwartych. W środku widać odpadający tynk. Idziemy do sąsiada. Zmierzwione włosy, broda, prawie jak burmistrz Dużo osób mnie z nim myli - śmieje się. - Ale z niewłaściwą osobą rozmawiacie o domu, to burmistrz go sprzedaje, trzeba jechać do Pomińmy to - odpowiada na pytanie czy jest jego bratem. Pytamy o zainteresowanie A przyjeżdżają tu różni, przeważnie obcokrajowcy. Niemcy, Holendrzy - opowiada. - Ale przeważnie tylko oglądają. 450 tysięcy? - dziwi się, gdy wymieniamy cenę. - Kiedy z burmistrzem rozmawiałem jakiś czas temu, to cena była 300 o 1000 procent!W ciągu 5 lat cena domu wzrosła więc o ponad tysiąc procent. Rodzą się pytania: po pierwsze, czy w 1998 roku wycena została dokonana rzetelnie? Już w samej Agencji Nieruchomości Rolnych (tak teraz nazywa się AWRSP) można usłyszeć skrajne wypowiedzi:- Nieruchomość została wyceniona grubo poniżej wartości - mówi dyr. AWRSP, Stanisław Takie były wtedy ceny - mówią z kolei pracownicy wycenia się tak: agencja powołuje niezależnego rzeczoznawcę majątkowego. Ten musi mieć certyfikat ministerstwa. Rzeczoznawca przegląda rynek nieruchomości w danej miejscowości. Wybiera kilka podobnych, sprzedanych już budynków. Sprawdza ich ceny. I na tej podstawie ustala średnią wartość metra W tamtym czasie nieruchomości na rynku wołowskim były wyjątkowo tanie - powiedzieli nam w agencji. Wszystko jest w dokumentacji, np. domy 80 - metrowe "chodziły" za 9 tys. zł. Stąd cena (30 745 zł) uzyskana za 168 metrów willi (parter i suterena) i kilkaset metrów działki...- ...Była nawet stosunkowo wysoka - zainwestowaćDrugie pytanie: czy wartość nieruchomości przez 5 lat mogła wzrosnąć o ponad 1000 procent? W 1998 roku willa wyglądała tak: przez 70 lat nie było remontu. Ubikacja na piętrze, dół zniszczony, od 1993 roku nieużywany. Nie było ciepłej wody, dach zawilgocony. Piętro w lepszym stanie, z prostej przyczyny: było zamieszkane. Słowem, do luksusu na 2003 r.: na parterze i w piwnicach prawie bez zmian. Prawie, bo zmiany są, jeśli dom jest nieużywany - marnieje, niszczeje. A ten nie był z piętrem? Od 2001 roku też nie było używane i niszczeje. Zadzwoniliśmy do biura Dlaczego taka cena? Duża piękna działka, z pięknymi drzewami. Klatka jest w dobrym stanie. Dom ma piękną architekturę - wymieniała pracowniczka biura. - Piętro może być zamieszkałe, a na dole można otworzyć pub, czy gabinety lekarskie. Oczywiście w dom trzeba sporo zainwestować - To burmistrz Krochmal sprzedaje? - Tak, ale przez pełnomocnika - usłyszeliśmy w interesuje mnie toW poniedziałek zadzwoniliśmy do burmistrza Krochmala. Wbrew temu, co usłyszeliśmy w biurze nieruchomości i na wołowskiej ulicy, burmistrz stanowczo zapewnił nas:- Proszę pana ja się tym domem nie interesowałem, ani nie interesuję. Trwa teraz postępowanie spadkowe, lecz mnie to naprawdę nie interesuje - katastrze dowiedzieliśmy się, że dom wciąż zapisany jest na teściową pana Krochmala, która od dwóch lat nie żyje, sprzedać go więc, póki co, nie można. A prawa do budynku ma szwagier burmistrza oraz żona. Czyli sprawa interesować burmistrza chyba musi... Chyba, że Witold Krochmal, jak w starym dowcipie, uznaje, że...szwagier to nie rodzina. Polecane ofertyMateriały promocyjne partnera
malgorzatas Przyjaciel forum Posty: 57780 Na forum od: 16 lis 2013 14:16 Oddział NFZ: Wielkopolski Staż sanatoryjny: 6 Re: Poranne śniadanie ... :) wątroba nie mięso....szwagier nie rodzina... nie Basia....nie słyszałam...a może nie ta pamięć już...czasem mnie zawodzi margot W naszej pamięci Posty: 44436 Na forum od: 26 lip 2010 13:17 Oddział NFZ: Lubelski Staż sanatoryjny: 6 jurand40 Przyjaciel forum Posty: 4366 Na forum od: 28 lut 2013 19:36 Oddział NFZ: Mazowiecki Staż sanatoryjny: 9 Re: Poranne śniadanie ... :) Post autor: jurand40 » 14 sie 2015 10:40 _Zapraszam____♣ ______Na______♣ ____Kawkę___♣_♣ _____________♣♣ ___________♣_♣_♣ __________♣__♣__♣______ ▓▓█ ________♣_♣_♣_♣_♣_____ ▓___█ ▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓____█ _███▓▓♥▓♥▓♥▓▓▓▓▓__▓____█ _█▓▓ ♥▓(((S)))▓♥▓▓▓___▓___█ __█▓♥▓ ((((C))))▓♥▓▓▓______█ __█▓▓♥▓(● _●)▓♥▓▓▓_____ ▓ __█▓▓▓ ♥███♥▓▓▓▓█__▓▓▓ __█▓♥▓=████=▓♥▓███▓ ____█▓♥█♥█♥█♥█♥▓██ _____██▓▓▓▓▓████▓ ______█████████▓ _________████♣♣♣♣♣ ▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓ _█████▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓▓ ___████████████ Nutka Przyjaciel forum Posty: 30132 Na forum od: 20 lut 2015 19:53 Oddział NFZ: Świętokrzyski Staż sanatoryjny: 4 Re: Poranne śniadanie ... :) Post autor: Nutka » 15 sie 2015 07:39 Dzień dobry wszystkim śniadaniowiczom Widzę,że dyrektorka świętuje na całego........więc ja Was zapraszam na śniadanie........przecież nikt przy święcie nie powinien być głodny [ obrazek zewnętrzny ] Nutka Przyjaciel forum Posty: 30132 Na forum od: 20 lut 2015 19:53 Oddział NFZ: Świętokrzyski Staż sanatoryjny: 4 Nutka Przyjaciel forum Posty: 30132 Na forum od: 20 lut 2015 19:53 Oddział NFZ: Świętokrzyski Staż sanatoryjny: 4 ewiko Super Kuracjusz Posty: 1799 Na forum od: 10 lut 2013 07:07 Oddział NFZ: Mazowiecki Staż sanatoryjny: 8 Re: Poranne śniadanie ... :) Post autor: ewiko » 15 sie 2015 09:01 Danusiu, zlituj się, smacznie wyglądają Twoje sałatki a u mnie tylko jajecznica... miłego dnia. Nutka Przyjaciel forum Posty: 30132 Na forum od: 20 lut 2015 19:53 Oddział NFZ: Świętokrzyski Staż sanatoryjny: 4 Re: Poranne śniadanie ... :) Post autor: Nutka » 15 sie 2015 09:03 ewiko cicho....u mnie też,ale głośno nie mówię Pozdrawiam
Polityka prywatności - polityka cookies serwisu Czy chcesz by amfiteatr wybudowano przy ulicy Kajki ? Tak Nie Zobacz wyniki (1692) Najpopularniejsze Różne mniejszości i ich pró... Szanowni Państwo! Do Sejmu trafił projekt nowelizacji Ustawy o wdrożeniu niektórych p... Dodał: aws | Czytano 10747 razy | 2013-10-28 15:55 | [1] Komentarze tak... ~Gosc | 2022-01-21 17:02 | TytulGdzie przy planowanej obwodnicy są tereny inwestycyjne? Dlaczego nie myśli jak jest poza osiedla... ~Gosc | 2021-03-10 16:01 | paszportczyli w Ketrzynie nie wyrobie paszportu? ... ~Gosc | 2017-07-31 16:15 | Ogłoszenia Ile kosztuje bilet autobusowy miesięczny? Koncert Charytatywny DODY w Kętrzynie Wybuch gazu przy ul. Kasztanowej Co sprawia, że w Kętrzynie jest dobrze Kętrzyński wątek kampanii o wolne media + Dodaj za darmo ogłoszenie Rozkłady jazdy Polecamy
Nie ma jak wspomnienia ze wsi :) To zupełnie inny świat. Tam ciężka praca, brudne ręce, porysowane słomą nogi to w lecie codzienność, ale jak zasłużona jest wyprawa na potańcówkę, człowiek wie, że mu się należy. Ja też wspominam żaby, bzyczenie much, które budziły mnie z samego rana, piejące koguty i nocne szczekanie psów gdzieś w oddali. Super są takie wspomnienia :)23 lata mieszkałam na wsi i taką ją zapamiętałam, z koniem, kurzem za kombajnem, żniwami jak największym "świętem" lata (btw, urodziłam się w dzień żniw właśnie), i tak dalej, i te żaby rechoczące. Już nie ma takiej wsi :( Jak to wspominam to mi się wydaje, że to nie w tym życiu było..."Oranżada Helena" - Hellena; popraw to może dostaniesz jakiś suvenir od firmy, albo promises... To bardzo osobisty tekst i ładnie opisałaś swoje letnie wspomnienia, a już szczególnie urokliwy jest ten wątek z zapewne rozszczelnionym szambem i kuzynką - malinowy. Pozdrowionka :)W mojej pamięci jest Helena i niech tak zostanie, a tak w ogóle to sam cukier i woda, ble :D A z szambem to prawda, kuzynka wpadła po czubek głowy jak miała 2 latka, deska spróchniała Jakoś ją odratowali ale od tej pory wszystkie dzieci w mojej rodzinie się tym straszyło xdRitha ja wpadłem raz jedną nogą, wstyd był jak chujOkropny, zapaszki xd eee tam, kobity płacą w spa za takie przyjemnościWidzę... że ten temat nada doprowadzić do końca. Jak było szambo (tam najbujniejsze życie biologiczne); no to znaczy, że była tzw. sławojka (to od nazwiska), wygódka, wychodek czyli sracz taki z serduszkiem na drzwiach. Nie było kanalizacji tzn. że wody bieżącej pewnie też, tylko studnia, cembrowina(taka z kołowrotem na łańcuch) albo ujęcie wodne z pompą mechaniczną lub elektryczną i teges. Na wsi i teraz też tak się zdarza i nie ma w tym żadnych ewenementów, a najlepiej jeszcze jak jest żuraw. W takich dawnych sraczach sprzed wieków; archeolodzy lubią sobie pogrzebać, ponieważ można tam znaleźć wiele ciekawych rzeczy... ;) W wawa na podzamczu jest Gnojna Góra i chyba nie muszę mówić skąd ta nazwa. Gdy Napoleon wyszedł se tam na spacer, to spierdalał stamtąd bardziej niż spod Waterloo - taka krótka historia i teges. :)Freya taa, moja babcia miała taki za stodołą i studnie też miała, jak miałam kilka latek to pół wsi przychodziło do niej po wodę z wiaderkami (!), bo była jedyna w okolicy. :) Dzięki za ciekawostki :)Zaiste doprawdy przeprzyjemnie było mi tam być z Tobą na moment, nie masz pojęcia. Fünf od młaOkropny zaiste miło mi z tego powodu. Na taką esencję beztroskich wspomnień mnie naszło :)Kapitalny tekst. Lekko, płynnie i z cudownym humorem. Five for U i pozdrowieniaMam podobne wspomnienia z mojej młodości u babci. Wtedy nie było dyskoteki, tylko zabawy w remizie lub ogrodowe. A szambo zwane też gnojówką mam zapisane w pamięci, bo też wpadł mój wujek. A poza tym zbierały się tam muchy z całej okolicy. W kuchni wisiały lepy na których przyklejone były muchy. Oranżada też była tylko od Maca i kompot babci z jabłek i mięty. Rozczuliłaś mnie. PozdrawiamSzambo i gnojówka to dwie różne rzeczyPasja u nas kompot z rabarbaru, ale najbardziej lubię z wiśni. Zabawy w remizie to już nie mój klimat, sztacheta party, ja po takim typowo wiejsko spędzinym dniu szłam ma techno party, jak na paradzie miłości w Berlini. Zawsze lubiłam kontrasty. Dziękuję i miło mi, że Cię znawca xd Jeszcze jest kompostownikRitha no dobra, ale szambo i gnojówka to nie to samo, yoOkropny wytłumasz różnicę :pEj masz racje, murek byl od gnojownika, a ona wpadla do szamba!Zaczaiłam, ale szambo bylo tuż obok, babcia się bała, że spadnę na drewnianą klapę od szamba, a nie że wpadnę do gnojownika! Bo wtedy tylko byłby ubaw. I pamiętam, że pokrzywy w nim rosły. AhhRitha to gówno i to gównoAle szambo jest bardziej płynne... I bardziej gówniane xdRitha u mojej babci nie było szamba, woda była w studni. Dlatego nie klimat stworzyłaś. Pełna beztroska. Każdy by tak chciał żyć. Słodki obraz. 5Fajny, prosty tekst o prostych przyjemnościach. I nie spierajcie się już o szamba, gnojówki i kompostowniki :-)Witam Mariana w mulych skromnych progach :> My, spierać? Lol xdKłaniam się niziutko i rączki całuję :-)Marian ukłoń się niziutcej i nóżki pocałuj ;-)Bo się zawstydzę xd Ps. "niziutcej"?Żyć nie umierać. Za lekkość z jaką płynie się po tekście :)5 - zapomniałam dopisać :PEnchanteuse dziękuję i Tobie, umknęłaś mi :)Znam takie dorastanie od podszewki. Bezcenne :) 5Mimo tej całej mody wyprowadzania się do miast, ludzie kochają wieś za ten spokojny klimat. Tak, w mieście jest może wszędzie blisko, ale na wsi jest pięknie - a tego nie można niczym przebić. 5A najlepsze jest to, że mieszkam w mieście i też kocham. Bardzo kocham. Jak jadę do babci teraz to już nie ma tego klimatu co 20 lat temu. E-e. Dzięks."Już nie ma takiej wsi..." Szukajcie a znajdziecie! Tej Twojej nie ma faktycznie, ale... Dzięki za przypomnienie! 5Proszzz :) Zawsze możesz obejrzeć "Nie ma mocnych" czy coś xd" Już nie ma takiej wsi :( " A co ja widzę za oknem? Są, są. Na pewno mniej koni, kurzu, ale są (przynajmniej na Podlasiu – jesteśmy bardziej zacofani stąd więcej się ostało... skansenów).Być może u Was, u nas to już są raczej przedmieścia, a nie wieś, "autko w garażu, konto w banku, wódka w lodówce i można świat doganiać", tylko, że tych zapachów i dźwięków mojego dzieciństwa żadna aplikacja nie przywróci. :)Ritha, koloryzuje trochę – wszędzie odeszła wieś z lat 90, tak samo jak odeszła wieś z lat 50, czy wieś z roku 1500. Gdziesz odeszła szybciej, gdzieś odchodzi wolniej – Podlasie, Podkarpacie, Warmia i Mazury, czyli tam gdzie bida jeszcze większa od tej bidy naszej średniej krajowej. To jedna rzecz. Druga – nawet, gdyby i ta wieś została taka sama, nigdy nie będzie taka sama dla nas – jak wtedy, gdy mieliśmy naście lat. Po prostu – inaczej się przeżywało te same rzeczy w czasie beztroski a inaczej będąc dorosłym. Ja nawet ostatnio parę razy z kolegą z podstawówki pokręciliśmy się w tym roku po wiosce wieczorem, piwko jakieś w siatce, ale... To nie to samo. Owszem, chwilowo człowiek coś znowu czuje, ale tego nawet nie da się dotknąć. bo to jest już sztuczne, bo człowiek nie jest beztroski jak wtedy, gdy miał naście lat i zacząłem się czuć głupio wieczorem na tej wiosce jak jakiś stary głupek... Takie imitacje dawnych czasów i dają nic oprócz KACA na drugi dzień :) To se ne vrati – nigdy. Ale sposobem jest pisanie o tym, więc życzę udanej terapii :) BAJ (Tekścik prosty – bez oceny).Neuro nie odkrywaj przede mną Ameryki, bo mam swoje lata i ogarniam świat :) Terapii nie wymagam, tekścik był relaksem po całym wieczorze walki z dokumentami celem sporządzenia PITa, taka miła odmiana. :)Ritha, od razu pomyślałem: Ona poczuła się tak, jakbym ją pouczał i uświadamiał... Uzewnętrzniłem moje przemyślenia w formie komentarza – więcej pewności siebie i dystansu Ci życzę :) Co do tego, że tekścik był relaksem, to przecież napisałem – prościutki. A udanej terapii to życzyłem bardziej sobie i życzeniowo wszystkim, którym przypomną się szczenięce lata. BAJ Pani profesur :)Neuro pocaluj się w dupe xD nie mam czasu debatować, smażę wątróbkę! Mięso! W piątek! Pomódl się za dziś jest odpust! Ha ha ha ha Sam jadłem dziś pyzy z mięsem, bo mamy, u katoli, odpust. Nie trafiłaś! :DNeuro i chwała Bogu, jeden grzech mniej xdRitha, nie byłby to grzech znowuż jakiś ciężki :) Ja tam się trzymam X przykazań – nie zabijam, nie kradnę, nie pożądam cudzej rzeczy (własności) w przeciwieństwie do socjalistów od Marksa, Lenina, na Zandbergu, PiSie, Po i wszystkich innych (oprócz Wolności) kończąc Smacznej wątróbki!Edit: do socjalistów dzisiejszych odniosłem tylko "nie kradnę, nie pożądam cudzej rzeczy (własności)" – już nie zabijają – mają bardziej wyrafinowane metody przygarniania cudzego. Skrót ja też nie zabijam, nie kradnę i mie popełniam jakichś strasznych zbrodni, ale i tak mi taki ksiądz powie, że wszystko robię źle, bo żyję bez ślubu, bo klnę jak szewc, bo nie zwracam uwagi, że właśnie w pt. mięso owszem, bo w nd. sprzątam, odkurzam i robię na co tylko mam ochotę, a nie siedzę i się nie ruszam, bo dzień święty. I nie bedzie mi mówił jak mam żyć i pościć spasiony ksiądz, co podjeżdża pod plebanię Audi TT. A do kościoła chodzę jak mam ochotę pogadać z Szefem, a nie słuchać wywodów księdza, co w seminarium nauczył się głównie manipulacji jednostką. Tyle :> A wątrobka pyszna, ta cebulka duszona, ahh ;)Jestem bardzo młodą osobą(urodziłam się w sierpniu 1994 r.), jednak od tamtych czasów wieś znacznie się zmieniła. My na przykład nie mamy konia w gospodarstwie. W 2000, 2001 roku widok człowieka z telefonem komórkowym na polskiej wsi(mówię tutaj o Podlasiu, historycznie północnym Mazowszu) był czymś niespotykanym. Dzisiaj w mojej rodzinie tylko ja nie posiadam telefonu żyjesz bez telefonu? Omg, jestem pod wrażeniem. Dziękuję za komentarz :)W 2001 roku telefony komórkowe wciąż były stosunkowo nowością i nie każdy miał, na wsi czy w mieście. Konie w gospodarstwach to już raczej przeżytek, to taka stara dupa jak Ritha właśnie może pamiętać, teraz rolnicy raczej z ciągników korzystają - tak było i przed 2000', po prostu co kraj, to normalnie, nie dzwoni do nikogoOkropny pocaluj się w dupę i Ty xdKaśka, z skąd jesteś z Podlasia?Neurotyk gadał dziad do obrazuRitha Litości! Od kiedy to wątróbka to mięso? Gdzie Piękna żyjesz? "Szwagier - nie rodzina, wątroba - nie mięso, śledzik - nie ryba, rosół - nie zupa, a teściowa - nie człowiek". ;)No dobra, kotlet to mięcho, I know, ale teraz to wszystko grzech :pRitha bez obaw, nie każde mięso to grzechOkropny deser jeszcze przede mną xpRitha Dłuuugi ten posiłek. To deser z węża będzie?Karawan kanibalizm, pasę mój deser póki co, system naczyń połączonych, silniejsi zjadają słabszych, choć w tym przypadku akurat odwrotnie, wyjątek potwierdzający regułę. Czyste prawa natury. Kapiszi? :>Ritha Nie za bardzo, ale cieszę się, żem daleko!W sumie nietypowe opowiadanie. Jedyne co tu mi sie nie podoba to ten chaos; zapanuj nad jest to dla mnie wykonalne niestety :)Ale sielsko, niczym Kochanowski pod lipąNie urodził się we wsi. Nie wychował się we wsi, raczej w z tym kojarzą mi się sosnowieckie ulice i blokowiska. Ale miałem babcię na wsi. Jeździłem do niej czasem raz, a czasem dwa razy w tygodniu. Wychowano mnie w takich czasach, że pod wieczór tylko nieliczni nie bali się wyjść z domu. Na wsi u babuni było co innego. Siedziało się do drugiej w nocy, z piwkiem w jednej, a papierosem w drugiej dłoni i wśród szerokiego towarzystwa kolegów. W krainie zbóż, słom i ogromnych pól jak w filmach było naprawdę świetnie, aż mi się uśmiech na twarzy maluję na myśl o wspomnieniach. Rozumiem w pełni ten tekst, szanuję i doceniam. Łap zasłużoną piątkę."W krainie zbóż, słom i ogromnych pól jak w filmach było naprawdę świetnie, aż mi się uśmiech na twarzy maluję na myśl o wspomnieniach." <3 Dziękuję Vice Versa :)Zdecydowanie wolę gwiazdy i kocyk, zamiast dyskoteki xD 5 :DJa teraz już też, ale różnie bywało ;)Ja pamiętam piwo prosto z browaru nalewane do butelki po oranżadzie, wieczorem to było cudo w ustach. Brat jeździł rowerem do znajomego, co pracował w browarze. Kurna, miałam z 10 lat i piwo piłam ;))) Podobał mi się nastrój twojego tekstu, fajne jest to przenikanie się oobrazów, tworzysz w ten sposób bardzo osobisty klimat. Mógłby to być fragment większej całości. Mrówka Piąteczkówna dla ciebie ♥"Kurna, miałam z 10 lat i piwo piłam" - no to pięknie, pijaństwo ;P A tak serio, dziękuję za komentarz, przenikanie się obrazów, hmm.. :) Pozdrawiam Mróweczko :)Piękny obraz wsi, prawie jak w Chłopach Remonta. 5O lol, dziękuję pięknie :)Anonim prawdziwej wsi byłam raz jako dziecko, i drugi jako nastolatka, tak, wiem smuteg :( dlatego szczerze zazdroszczę, przyjemnie było poczytać i się wczuć, pięć :)Kiedyś pracowałam z dziewczyną, która świnię widziała tylko w telewizji Choć pewnie jest więcej takich osób... :) Dziękuję za opinię:)Typowy mieszczuch ze mnie, ale na wsi byłam kilka były pięknie czasy, kiedy się na sianku jeździło, miało wszystko w dupie, a jedynym zmartwieniem było, czy nie będzie padać i nie przeszkodzi w wyjściu z domu. Choć i to nie było problemem... żadnym! Pięknie, pięć... jak zawsze :*A to akurat jeden z najpopularniejszych tektów, od groma komentarzy (bez gównoburzy), przyminimalnej ilości literków ;) Dzięki :*
r. Mówią, że wątroba to nie mięso, a szwagier to nie rodzina. Ale wtedy drzewa genealogiczne miałyby krótkie gałązki. W jednej z gałęzi, na której gnieżdżę się z żoną i dziećmi, jeden ze szwagrów z Wrocławia akurat zamknął swój pesel66. „Smarkacz” jeszcze sobie podzielił swój jubileusz na czas kawalerski i czas doświadczeń. Biorąc dobry przykład ze starszych, urządził próbę generalną jubileuszu przeżytych lat (za dziesięć lat premiera). Zwołał starszyznę i młodzież na imprezę. Duszniki Zdrój – Panderoza pana Leszka….. I tu wszystkich zrobił w konia, a dokładniej wsadził na konia. A żeby nikt się nie ociągał, miał po swojej stronie trzy „szczekadła”- czarnego aniołka, kwietniowego mieszańca i podpalanego ludojada. O pieskach nie będę nic pisał, nie one świętowały. Po obowiązkowych obrzędach hippicznych, przyszedł czas na polowanie. Czy młodzież ustrzeliła coś na kolacje, tego nie wiem. Swobodny dostęp do browców, nie zachęcał mnie do konkurencji w strącaniu puszek i butelek. Podobno najcelniej trafiały moje osobiste dzieci. O zmroku, zgłodniali, zasiedliśmy do obficie zastawionych stołów. Po paru toastach, prezentach też paru, zaśpiewaliśmy pieśń na cześć jubilata, pod typową melodię o jagódkach: Hymn dla czterdziestolatka Bo kiedy się bawimy tak w rodzinie, To miłość, przyjaźń, zgoda nie zaginie I serca wystukują, wystukują Hymn czterdziestolatka, bum tarara bum ! Jako młody chłopak zacząłeś biznesy, Dankę też wkręciłeś w różne interesy Początek był w Książu w zakresie szkolenia Temat był ci bliski – ale ze słyszenia…. Bo kiedy się bawimy tak w rodzinie, To miłość, przyjaźń, zgoda nie zaginie I serca wystukują, wystukują Hymn czterdziestolatka, bum tarara bum ! Potem zostawiłeś rodzinę w Wałbrzychu Pracę we Wrocławiu zacząłeś po cichu, Refa w Świebodzicach bez ciebie nie zginie, Dostrzegli twój talent w wielkim Gulipinie ! Tam nabrałeś wiedzy o kompach i sprzęcie I trochę ogłady – jak to w wielkim mieście. Mieszkanie kupione, ściągnięta rodzina – Teraz się prywatny biznes rozpoczyna ! Prime Computers nowy – giełda i na hali Durni ci klienci, że się nie poznali, Z czasem rozkręciłeś i sklep zakupiłeś Nabrałeś impetu – kredyty spłaciłeś. Dorobek masz spory jak na wiek tak młody I możesz być dumny z Kacpra i Jagody Z Danusią u boku – kłopoty to pestki, Życzymy Ci sto lat z okazji czterdziestki !!!!!! Po tańcach, późną porą czas na posiłek, tym razem przy ognisku. Pieczone kiełbaski prawie w całości znikły, może w brzuszkach, a może w ognisku, a może w psich pyskach, kto to wie? Jedno co wiem,: do zakąsek niczego nie zabrakło. A ponadto były ognie i to nie sztuczne, tylko prawdziwe. Gdyby nie doświadczenie w obchodzeniu się paliwami płynnymi, mógłbym niechcący zostać nawet żywą pochodnią. A nazajutrz……. piwo z rana jak śmietana. Ja to mam szczęście. Własny, osobisty kierowca, oto walor dla dnia następnego. Śniadanko, rozmowy o dniu wczorajszym, o planach następnego jubileuszu (wspólna teściowa niech urządzi w hotelu „Gołębiewski” ), jeszcze jedna konna przejażdżka, pamiątkowa wspólna fotografia i niestety wracamy do rzeczywistości dnia codziennego, zapisując w pamiętnikach owe dni. (Szwagier nie chce założyć strony Film fabularny o dwóch dniach, które wstrząsnęły szwagrostwem, w montażowni. Zapraszam na zwiastun. . Mundial r. W tym roku lato wyjątkowo przyszło razem z kalendarzem. Od razu pokazało jak słońce ma grzać (do 30 stopni i więcej). Trwa Mundial. O 16 i 21 oglądam jakieś mecze. Prawdopodobnie jestem bardzo dobrym kibicem, bo tak samo schładzam zimnym piwkiem wrzask wydobywający się z gardła na widok zbliżającej się piłki do bramki. Dla mnie nie ważne do której, byleby wpadła. A tu jak na złość – rzadko wpada. Aż się prosi o zmiany w regulaminie. Ja proponuję rozpoczynać mecz 5 karnymi, a potem niech biegają. Zazdroszczę oraz współczuję tym wszystkim polskim kibicom, którzy wzięli urlopy i pojechali na mecze naszej kadry. Bardzo sobie chwalili i piwko, i znajomości. Nie narzekali na trudy podróży, ani na wyniki. Ale też chyba wewnątrz trzęsło nimi, gdy wyczuwali postawę naszej drużyny analogiczną do młodego Mośka, który zgłosił się na front z zamiarem zastrzelenia ze trzech Arabów i powrotem na dobrą kolację. (A jak Ciebie zastrzelą – pytali się go. A mnie za co?) Dawno nic nie wniosłem na stronę. Ale jak się nie ma weny, to ciężko zmobilizować się do tworzenia głupot bez fantazji. Myślę, że jak powróci depresja, może już jesienna, to zacznę znowu owocnie tworzyć dyrdymały. W teraźniejszości zostałem obłożony tyloma zajęciami i spotkaniami, że w chwilach trzeźwości nie miałem siły włączyć komputera, a co dopiero coś tam wklepać. Przedstawię co mnie zmusiło do takiej aktywności. Po primo– oferta wykonania remontu mieszkania – propozycję przyjąłem, zrealizowałem. Czy usatysfakcjonowałem inwestora, nie wiem. Po drugie primo – oferta sfilmowania I komunii byłem, nakręciłem. Czy usatysfakcjonowałem rodziców, nie wiem. Po trzecie primo– oferta zastępstwa w szkole – propozycje przyjąłem, umowę podpisałem, zadanie wykonałem. Czy pani dyrektor usatysfakcjonowana, nie wiem. Po czwarte primo– zabrałem żonę na wycieczkę z noclegiem u przyjaciół. Krajobraz i przeżycia zostaną na długo w pamięci. Rano głowy w porządku. Czy gospodarze zadowoleni z wizyty, nie wiem. Po piąte primo– Prawie wszystko już wiemy o Antypodach. Odwiedziły nas „Kangury” i z zachodniej i wschodniej Australii. Razem kibicowaliśmy i naszym, i Australijczykom. Czy usatysfakcjonowani spotkaniem, nie wiem. Po szóste primo– żona złożyła mi ofertę przekształcenia mojego warsztatu w biuro. Polecenie wykonałem. Rodzina usatysfakcjonowana. (mimo, że nie każdy jest doskonały). przed po Nie wspomnę o psie, koniach, szwagrach, siostrach ( pozdrawiam brata i pozostałych szwagrów oraz szwagierki, a także wszystkich sympatyków mojej osoby i mojej rodziny), którzy zechcieli w tym czasie spotkać się ze mną, a może z moją żoną. Nie wiem. Wybieramy się z rodziną do Dusznik na jubileuszowe obchody peselowca-66 ( z Wrocławia). Może zechce założyć własną stronę. Fotoreportaż z tego wydarzenia w następnym wpisie. Z życzeniami miłych urlopów, wakacji, a weekendów dla pracujących, Grzegorz-Pesel53. Komentarze . Brak weny r. Wszystkich sympatyków wieku dojrzałego przepraszam, że się opuściłem w twórczości. Ale co mam poradzić jak opuściła mnie wena. Od trzech tygodni nie mam żadnego pomysłu. Myślę, że to może być efekt uboczny odchudzającej „diety”. Albo zbyt silna konkurencja na planie filmowym – jeden zdominowany trzema kobietami mego życia. Marazm jakiś mnie ogarnął. Tak dobrze mi szło, a już nie idzie. Podpowiedzcie coś. Zbliża się dla mnie następny jubileusz. Podaję swój rozszerzony pesel do 6 cyfr – 530525…..– oczekuję na ładne życzenia, na dole, tam gdzie pisze „dodaj swój komentarz.” Dla zachęty poniżej zamieszczam „łańcuszek” o problemach niektórych z nas.( za jakis czas przeniosę go do kategorii Łańcuszków) Jeśli kobieta w nocy nie jęczy,to w dzień warczy. – Jak brzmi najmilszy zwrot w języku polskim? – Zwrot podatku! Kochane dziewczęta – macie problemy z nadwagą, wypadają wam włosy? Macie na twarzy trądzik i wapory? Zapraszamy do nas! U nas ciemno i jesteśmy pijani! Kobiecy ideał męskości jest trywialnie prosty: żeby chciał rozebrać i żeby mógł ubrać. Jeśli masz przepiękną żonę, odlotową kochankę, super brykę, nie masz kłopotów z urzędem podatkowym i prokuratorem, a gdy wychodzisz na ulicę świeci słońce i wszyscy się do ciebie uśmiechają – narkotykom powiedz NIE! Andrzej L….r złożył skargę do Rzecznika Praw Obywatelskich. Nie został wpuszczony do Media Markt. Po randce: – Czy odprowadzisz mnie do domu, Romanie? – Tak, wzrokiem… – Patrycja, po litrze to z ciebie nawet niezła laska… – Roman, coś Ty? To ja, Bronek! – Co to jest starość? – To czas, kiedy połowa moczu idzie na analizy. Jeśli nie zbudowałeś domu, nie posadziłeś drzewa i nie spłodziłeś syna, toś bezręki impotent, który nienawidzi przyrody. Zły znak: Jedziesz nocą, do lasu, w bagażniku. Nieterminowe regulowanie podatków stawia płatnika w pozycji zgoła nie przewidzianej w Kamasutrze. Dwie dziewczynki pluły z okna na przechodniów. Jedna dziewczynka była dobra, druga zła. Zła trafiła trzy razy, dobra osiem. Dobro zawsze zwycięży zło. Podobno na początku wszyscy ludzie byli jednej barwy. Ale kiedy Pan zapytał się Kaina, co zrobił ze swoim bratem, to ten zbladł i tak mu już zostało. – Co to może być, trzeci dzień nie chce mi się robić?! – Pewnie środa. – Chyba mój sąsiad znowu ostatnio bimber pędził.. – Skąd ten wniosek? – Jego króliki znów sprały mojego dobermana. Komentarze . 1 maja r. …Siódma trzydzieści. Czemu nie słychać patriotycznych pieśni? Czy na pochodzie będzie zimno ? Czy wcisną mi szturmówkę, żebym machał nią przed trybuną?…. Na szczęście mamy 2006 rok, pełna wolność decyzji. Nikt nikogo nie zmusza do paradowania w niechcianej manifestacji. Wyszło słońce. Święto pozostało. Idziemy całą rodziną na XVIII Festiwal Kwiatów i Sztuki do zamku Książ. Chyba dawno nic się w Wałbrzychu nie działo, skoro są tu prawie wszyscy. Autokarów z przyjezdnymi też sporo. Stragany ze wszystkim, tak samo jak po minionych pochodach, jest i kiełbaska, choć kolejki ustawiają się za pajdą chleba ca 8 zł. Piwo słabo się leje, bo niestety jeszcze jest chłodno. Atmosferę rozgrzewają Indianie z Peru grając na fletniach pana. Za okazaniem biletu dostępny jest cały zamek. Obejrzeć można wszystkie wystawy. Najbardziej podobały się nam drzewka bonsai, choć i niektóre kompozycje kwiatowe też nas zauroczyły. Wypchane zwierzęta z całego świata, wywołały lekki podziw dla tych istot i pewien niesmak, że się już nie poruszą. Obrazy sztuki chyba współczesnej nie zyskały naszego zachwytu, nie zrozumieliśmy przesłania tych dzieł. Zamek o tej porze roku prezentuje się okazale. Jeszcze nie rozwinięte kwiecie, lekko zazielenione krzewy, nie zasłaniają tej budowli. A obecność w UE (chyba 5mln zł) też zmieniła wygląd tynków tego kompleksu. Polecamy zwiedzenie zamku i jego tarasów oraz parku. Komentarze . Gram w klocki r. Znów wróciła zima, ale jak to w kwietniu, zaraz przeszła w lato i za chwilę jesień. I jak się tu dobrze czuć. Postanowiłem trochę pograć, ale nie na giełdzie, bo w tym jestem cieniasem. Na rozluźnienie emocji zagrałem sobie na początek w filmie „Twierdza Szyfrów” wg Bogusława Wołoszańskiego. No, lekko przesadzam z tą grą. Statystowałem naszym znanym polskim aktorom. Przepraszam, że nie wymienię z nazwiska, ale chyba widziałem ich twarze w telewizyjnych serialach. A, że nie oglądam seriali, to nie mogę nic więcej o nich powiedzieć. Tylko tyle, że byli młodsi ode mnie. Będę jednak nieskromny i powiem, że zagrałem czeskiego cywila dojącego… (ha, ha)… piwko w knajpie. Taka rola to rola życia. Jedyny mankament w kreowaniu tak wybitnej postaci, było serwowane piwo „Gingers”, ale rozumiem twórców. Przy osiemnastym dublu, na pewno wynieśliby mnie sztywnego, a tak to trochę „schudłem”(patrz- Dieta cud). Trochę gorzej mieli inni „czescy cywile”, bo odtwarzali pijących „setki” i przypalających papierosy bez filtrów. Oj długo nie chcieli zapalić nawet z filtrem nie mówiąc, o wstręcie do wody mineralnej, którego w tym statystowaniu się nabawili. Podobno premiera filmu za rok, więc jak już będę wiedział, to dam znać na stronie, a „słynną” scenę z moim udziałem postaram się nagrać z telewizji i umieszczę na tej stronie. Życzcie mi, aby montażysta z reżyserem nie wyciął tej sceny z filmu. Uznałbym to za prowokację chyba polityczną?! Obecnie gram, a tak właściwie, to łamię sobie głowę na układaniu klocków. W dobie najnowszych technologi nie są to drewniane kształtki, jakimi drzewiej bawiły się pociechy, ani nawet plastiki z firmy „Lego”, które służyły do konstrukcji z góry określonych maszyn z ludzikiem w środku. Te są wykonane w najnowszej technologii, z pianki poliuretanowej (zaznaczam, nie jest to obraźliwe słowo) i układanie ich oparte jest na podstawach logiki, czyli rozwijają myślenie matematyczne. Muszę przyznać, że nieraz mam chwilowe kłopoty z tym zadaniem, pomimo wcześniejszego osobistego zaangażowania się w tej dyscyplinie wiedzy. Jak to się robi, pokazują zgrabne ręce mojej córki na załączonym filmiku i rączki Michałka na drugim. Michał układa klocki happy Polecam wszystkim zakup tych i innych klocków dla swoich wnuków (a dla wnuczek, układanki kwiatów). Będzie pretekst do zabawy, że niby próbujemy pokazać pociechom o co tu chodzi, a jak zostaniemy upokorzeni po przegranej w układaniu na czas z 5 letnią wnusią, to zawsze możemy wszystkim wytłumaczyć, że głupi bachor nie wie o co tu chodzi i dalej do zabawy już bez ograniczeń. Zamówić je można ze strony Jak się już zmęczymy, albo nie daj Bóg, poddamy, to możemy zastanowić się jak to jest z nami Polakami, że mamy ciągoty do gry „w życie”? Jak wcześniej wspominałem, pomimo ryzyka utraty zdrowia, a nawet życia, lub co gorsze, przyjaciół, to jednak w dalszym ciągu nie będę przesyłał innym a już tym bardziej nadawcy, listów o charakterze „łańcuszka”. Wiem, że większość jakie otrzymuję, nie są łańcuszkami w klasycznym rozumieniu tego pojęcia, ale mają cechę wielokrotności odbiorcy, czyli nie są autorstwa nadawcy. Tak jak przysyłającym mi te treści i obrazy, mnie też bardzo się podobają i nierzadko wzruszają. Ale jak mówi Zyta Gilowska zasady są najważniejsze. Postanowiłem na mojej stronie otworzyć kategorię pod znamienną nazwą „łańcuszki” i tam umieszczać, z uwzględnieniem mojej osobistej cenzury co do treści (znikną zapisy,” że jak nie prześlesz dalej, to Cię coś trafi”) i grafiki (zmniejszę obrazki do takiej wielkości, żeby nikt nie zarzucił mi nieuprawnionego powielania.) przysyłane do mnie szlachetne przekazy, którymi też chętnie podzielę się z moimi mniej lub bardziej bliskimi. Uf, co za skomplikowane zdanie. Tymczasem nawiązujący do tematu gry taki list mi przysłany, umieszczam wyjątkowo w tej kategorii. Zapraszam Autentyczny artykuł z jednej z francuskich gazet…„Polska. Oto znajdujemy się w świecie absurdu. Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju i w którym co 3 mieszkaniec ma 20lat. Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu mniej niż przeciętny robotnik. Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny (!) trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy, a obcy kapitał pcha się drzwiami i oknami. Kraj, w którym cena samochodu równa się trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na którym rządzą byli socjaliści, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy (!) Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po francusku, ekspedientem po niemiecku a ministrem lub jakimkolwiek urzędnikiem państwowym tylko za pośrednictwem Jak wy to robicie..?” Komentarze
wątroba nie mięso szwagier nie rodzina